Donde es chica?
Tutaaaaj :) Una Chica!
Ocean? nic dodać nic ująć. A to tylko namiastka całej Coruny.
Zajęło nam jakieś 3 minuty dojście na samą plażę. Teraz czekamy tylko na więcej słońca!
Ogólnie pogoda dzisiaj oszalała. Wyszłyśmy jak było pięknie i słonecznie, a po 5 minutach już padał deszcz. Z każdym następnym krokiem byłyśmy jeszcze bardziej zaskoczone- zaczął sypać grad. Ale już po chwili było słońce- i już mogłyśmy kąpać się w oceanie... gdyby tylko nie te fale ;)
A teraz zamiast być na mega imprezie Aga kuruje się jak może w swoim łóżeczku.
Pozdrowienia z gorącej Hiszpanii!
Polecam! Agnieszka Borowska
sobota, 31 stycznia 2015
piątek, 30 stycznia 2015
Zwiedzamy :)
Obudziło nas słońce :)
Widok z okna :)
Super sprawa w Hiszpanii, kobiety (troszkę starsze od nas) spotykają się na karty itp. późnymi wieczorami. Tutaj przemiłe Panie grające w pokera
Sprawdzamy dalsze smaki Coruny. Tym razem na słodko. Churros! i czekolada :)
A na witrynach sklepowych same pyszności <3
Jak dotąd spotykamy samych przystojniaków!
Jeszcze tylko selfie przed nocnymi manewrami
Co prawda wyszłyśmy po 4:00 ale Coruna nadal tętniła życiem :)
seee ya!
Super sprawa w Hiszpanii, kobiety (troszkę starsze od nas) spotykają się na karty itp. późnymi wieczorami. Tutaj przemiłe Panie grające w pokera
Sprawdzamy dalsze smaki Coruny. Tym razem na słodko. Churros! i czekolada :)
A na witrynach sklepowych same pyszności <3
Jak dotąd spotykamy samych przystojniaków!
Jeszcze tylko selfie przed nocnymi manewrami
Co prawda wyszłyśmy po 4:00 ale Coruna nadal tętniła życiem :)
seee ya!
czwartek, 29 stycznia 2015
Dalsze losy dos czikakos
Podobają mi się bardzo tutejsze sklepy <3
Dzień jak co dzień- wstałyśmy o 15:00.
Owoce i warzywa są tutaj przepyszne!
Śniadanko i działamy jak nowe :)
Tym razem mały before u nas na plaza espana.
Marcin, Sara i Petrą z Czech
Impreza udana, pogoda tym razem nie sprzyjała..
Wracamy :)
Hasta Luego!
Owoce i warzywa są tutaj przepyszne!
Śniadanko i działamy jak nowe :)
Tym razem mały before u nas na plaza espana.
Marcin, Sara i Petrą z Czech
Impreza udana, pogoda tym razem nie sprzyjała..
Wracamy :)
Hasta Luego!
środa, 28 stycznia 2015
Ogarniamy życie
Wstałyśmy wyjątkowo wcześnie (jedyny taki dzień), bo już około 9:00.. zazwyczaj o tej porze dopiero wracamy do mieszkania :p Jak ogarniać to ogarniać.. Byłyśmy w banku i hiszpańskim orange- oczywiście nawet tam nikt nie powiedział ani słowa w języku angielskim..-standard.
Znalezienie naszego wydziału zajęło nam jakieś 12432543 godzin. Ale na miejscu ukazał się nam najpiękniejszy budynek w Corunie..
Nie to nie jest szpital psychiatryczny :) Tu spędzimy najprawdopodobniej całe nasze dnie, bo jakby się wszystkim wydawało (i nam też) jednak erasmus w Hiszpanii to nie tylko makarena :P Nasza koordynatorka nas nieco zniechęciła oznajmiając, że prawie wszystkie zajęcia mamy po hiszpańsku. Rano praktyki w szpitalach, później mała przerwa i powrót na zajęcia wykładowe i ćwiczenia (czasami nawet do 21:00). Zobaczymy jak to będzie wyglądać w praktyce jak wszystko ruszy. Na szczęście z sal wykładowych po drugiej stronie budynku mamy widok na ocean, który jest jakieś 10 metrów dalej :)
No a później to już standardowo- piwko, frytki i ośmiornice.
Marcinowi bardzo smakowało :)
Potem zasłużona siesta, bo wieczorem (albo raczej w nocy) impreza. Wygląda to tutaj trochę inaczej. Około 24:00 zaczyna się cokolwiek dziać, w sensie puby, bary itp. a większe cluby startują od ok. 2-3:00 nad ranem żeby zakończyć o 8-9:00 rano.
Poznałyśmy dużo ludzi z erasmusa (zwłaszcza z Meksyku) ale też miejscowych :) Zapowiada się co raz lepiej :)
Znalezienie naszego wydziału zajęło nam jakieś 12432543 godzin. Ale na miejscu ukazał się nam najpiękniejszy budynek w Corunie..
Nie to nie jest szpital psychiatryczny :) Tu spędzimy najprawdopodobniej całe nasze dnie, bo jakby się wszystkim wydawało (i nam też) jednak erasmus w Hiszpanii to nie tylko makarena :P Nasza koordynatorka nas nieco zniechęciła oznajmiając, że prawie wszystkie zajęcia mamy po hiszpańsku. Rano praktyki w szpitalach, później mała przerwa i powrót na zajęcia wykładowe i ćwiczenia (czasami nawet do 21:00). Zobaczymy jak to będzie wyglądać w praktyce jak wszystko ruszy. Na szczęście z sal wykładowych po drugiej stronie budynku mamy widok na ocean, który jest jakieś 10 metrów dalej :)
No a później to już standardowo- piwko, frytki i ośmiornice.
Marcinowi bardzo smakowało :)
Potem zasłużona siesta, bo wieczorem (albo raczej w nocy) impreza. Wygląda to tutaj trochę inaczej. Około 24:00 zaczyna się cokolwiek dziać, w sensie puby, bary itp. a większe cluby startują od ok. 2-3:00 nad ranem żeby zakończyć o 8-9:00 rano.
Poznałyśmy dużo ludzi z erasmusa (zwłaszcza z Meksyku) ale też miejscowych :) Zapowiada się co raz lepiej :)
wtorek, 27 stycznia 2015
Hola!
26.01.2015, 7:00 rano wyjazd do Warszawy z rodzicami. Cała droga przespana na tylnym siedzeniu, a już o 11:00 jesteśmy na miejscu. Lotnisko na Okęciu, przy wejściu czeka już na mnie Aga. Szybkie pożegnanie z rodzicami
i czekamy na nasz lot. Dwie godziny minęły nam bardzo szybko i już po odprawie (dopadła mnie kontrola osobista.. ), zestresowane czekałyśmy na nasz samolot. Jeszcze kilka Snapów i jesteśmy.
Liniami TAP Portugal lecimy do Lizbony. Ponad czterogodzinny lot umilił nam obiadek podany przez bardzo przystojnego Pana :)
I pyszny deserek <3
Widoki z okna piękne. Lot w chmurach :3
Po chwili Aga gotowa do spania więc ja zajęłam się sobą ;D
Czerwone winko i pokaz mody :)
Z góry Lizbona wyglądała przepięknie
Dotarłyśmy na malutkie, opustoszałe lotnisko
Znowu kilka Snapów i po godzince lecimy dalej. Nigdy nie widziałyśmy tak małego samolotu. Lecieliśmy w osiem osób (prawie jak prywatny ;D). Szybko się ściemniło, a my nie mogłyśmy oderwać wzroku zza okna :o
Zrobiłyśmy sobie drineczki, przynieśli nam kanapeczki
i tak po 1,5 godziny byłyśmy na miejscu- LA CORUNA!
Była już godzina 23:00 więc na autobus nie mogłyśmy liczyć. Wzięłyśmy taxówkę (same nowiutkie, białe auta), za którą zapłaciłyśmy 20E.. Chwilę później byłyśmy już na Plaza Espana pod naszym mieszkaniem. Zostawiłyśmy tylko rzeczy i poszłyśmy na spotkanie z Marcinem i nad ocean ;o
Ośmiornica (octopus).. myślę, że to lokalny przysmak, ponieważ można ją dostać wszędzie..
Nie radzę próbować- smakuje jak słona guma do żucia :P
Wracając do mieszkania przez kręte, wąskie uliczki nie napotykamy żywej duszy ani niczego otwartego. Po 21:30 można tylko spotkać miliony automatów, w których kupić można wszystko. Od batoników i czipsów do hamburgerów, wibratorów itp..
Szybkim krokiem do mieszkania i już do spania.
Pierwsza noc okazuje się straszna. w pokoju do przykrycia jedynie cieniutkie prześcieradło a temperatura myślę spadała do 5 stopni.. zimniej niż na dworze.
W mieszkaniach studenckich nie ma czegoś takiego jak grzejnik. Nie mam pojęcia jak Ci ludzie tu żyją. Wczoraj kupiłyśmy sobie mały grzejniczek elektryczny, który w sumie nie wiele daje i jakieś kocyki- mimo to obie zaczynamy już kaszleć.. Standard mieszkania jest do wytrzymania chociaż myślę, że na dniach zrobimy tu większe porządki..
Pozdrawiamy gorąco z La Coruni ii! BESOS!
C.D.N.
i czekamy na nasz lot. Dwie godziny minęły nam bardzo szybko i już po odprawie (dopadła mnie kontrola osobista.. ), zestresowane czekałyśmy na nasz samolot. Jeszcze kilka Snapów i jesteśmy.
Liniami TAP Portugal lecimy do Lizbony. Ponad czterogodzinny lot umilił nam obiadek podany przez bardzo przystojnego Pana :)
I pyszny deserek <3
Widoki z okna piękne. Lot w chmurach :3
Po chwili Aga gotowa do spania więc ja zajęłam się sobą ;D
Czerwone winko i pokaz mody :)
Z góry Lizbona wyglądała przepięknie
Dotarłyśmy na malutkie, opustoszałe lotnisko
Znowu kilka Snapów i po godzince lecimy dalej. Nigdy nie widziałyśmy tak małego samolotu. Lecieliśmy w osiem osób (prawie jak prywatny ;D). Szybko się ściemniło, a my nie mogłyśmy oderwać wzroku zza okna :o
Zrobiłyśmy sobie drineczki, przynieśli nam kanapeczki
i tak po 1,5 godziny byłyśmy na miejscu- LA CORUNA!
Była już godzina 23:00 więc na autobus nie mogłyśmy liczyć. Wzięłyśmy taxówkę (same nowiutkie, białe auta), za którą zapłaciłyśmy 20E.. Chwilę później byłyśmy już na Plaza Espana pod naszym mieszkaniem. Zostawiłyśmy tylko rzeczy i poszłyśmy na spotkanie z Marcinem i nad ocean ;o
Ośmiornica (octopus).. myślę, że to lokalny przysmak, ponieważ można ją dostać wszędzie..
Nie radzę próbować- smakuje jak słona guma do żucia :P
Wracając do mieszkania przez kręte, wąskie uliczki nie napotykamy żywej duszy ani niczego otwartego. Po 21:30 można tylko spotkać miliony automatów, w których kupić można wszystko. Od batoników i czipsów do hamburgerów, wibratorów itp..
Szybkim krokiem do mieszkania i już do spania.
Pierwsza noc okazuje się straszna. w pokoju do przykrycia jedynie cieniutkie prześcieradło a temperatura myślę spadała do 5 stopni.. zimniej niż na dworze.
W mieszkaniach studenckich nie ma czegoś takiego jak grzejnik. Nie mam pojęcia jak Ci ludzie tu żyją. Wczoraj kupiłyśmy sobie mały grzejniczek elektryczny, który w sumie nie wiele daje i jakieś kocyki- mimo to obie zaczynamy już kaszleć.. Standard mieszkania jest do wytrzymania chociaż myślę, że na dniach zrobimy tu większe porządki..
Pozdrawiamy gorąco z La Coruni ii! BESOS!
C.D.N.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





























